Domowy box - czyli jak wspomóc progres 0
Domowy box - czyli jak wspomóc progres

Być jak Greg

CrossFit nie narodził się w Gold’s Gym ani żadnej innej znanej siłowni. Greg Glassman, twórca tej metody treningowej nie potrzebował nie wiadomo jakich maszyn czy sprzętu, aby efektywnie trenować i rozwijać się. Wystarczyło mu naprawdę niewiele, aby osiągać swoje cele. Jeżeli nie możesz z jakiś powodów pójść do afiliowanego boxa lub chcesz popracować na spokojnie nad jakimś konkretnym ćwiczeniem, polecam zrobić swój prywatny, domowy “box”. Jednocześnie przypominam, że odpowiednia technika to podstawa i bez jej znajomości odradzam trenowanie na własną rękę.

 

Patyki, kulki, gumki

Tworzenie mojego boxa zaczęło się od tego, że chciałem zwiększyć swoją maksymalną ilość powtórzeń w podciąganiu się na drążku nachwytem (pull-ups). Nie zawszę miałem czas i energię, aby zostać po treningu i nad tym popracować. Kupiłem zatem drążek do podciągania. Stacjonarny, aby nie robić dziur w ścianie i mieć pewność, że nie spadnę na tyłek w futrynie. Jednak apetyt rósł w miarę jedzenia.

 

Ilość pull-upów się zwiększyła, ale szeroko pojęta (i kochana przez wszystkich) mobilność nadal nie była moją mocną stroną. Toteż szybko wszedłem w posiadanie: gumy, wałka i piłeczek lacrosse.

 

Pierwszy wałek z “wypustkami” nie był trafionym zakupem. Miałem wrażenie, że bardziej “kłuję się” w plecy niż roluję mięśnie przy grzbiecie. Dlatego kolejny był z gładką powierzchnią.

 

Już od pierwszych zajęć piłeczki sprawiały mi ból. Miałem tak spięte mięśnie, że miałem ochotę wziąć tę piłeczkę i rzucić nią w trenera, który mówił “jeszcze dwie minuty”. Nie jestem z tych, co gdy napotykają przeszkodę, cofają się. Postanowiłem “polubić” się z tym akcesorium. Poświęcałem parę minut, kilka dni w tygodniu na rolowanie mięśni piłeczką lacrosse w domu. Dziś nadal ją czuję, ale już nie sprawia mi tyle bólu. Podobnie rozciągałem mięśnie przy pomocy gumy. Te cztery akcesoria to dla mnie podstawa, jeżeli chodzi o domowy box.

Siła przede wszystkim!

Choć mobilność to podstawa, to jednak nie chciałem się skupiać tylko na niej i zostać gimnastykiem. Siła! To mnie interesowało. Na zajęciach nie należałem do najsilniejszych. W szukanie maxa w backsquatach, OHS czy snatchu byłem jednym z pierwszych, który go znajdował. To dlatego, że nie był aż tak daleko. Postanowiłem zatem popracować nad siłą w domu. Pierwsze co kupiłem to gryf i bumpery (i oczywiście puzzle z pianki EVA aby nie rysować paneli). Co prawda są to akcesoria droższe i zajmujące więcej przestrzeni niż wałek czy piłeczki, jednak czego się nie robi dla swoich pasji. Weekendy poświęcałem na ćwiczenia typowo siłowe. Mała ilość powtórzeń, ale większy ciężar. I co? I nadal nie jestem najsilniejszy w boxie. Niemniej progress w pressach i przysiadach jest!

 

Ćwiczenia z kettlebell w boxie, do którego chodziłem pojawiały się dość rzadko na WOD-ach (przynajmniej na tych, na które przychodziłem). Opanowanie odpowiedniej techniki swingu czy sntacha zajęło mi więcej czasu, niż np. clean czy sntach ze sztangą. Pracę z kettlem metodą Hardstyle polubiłem do tego stopnia, że postanowiłem poświęcić temu dużo więcej czasu, niż tylko na treningach w boxie. Pierwszego zakupionego kettla (16kg) używam teraz do rozgrzewki. Po paru miesiącach ćwiczeń w domu z kettlem, gdy na zwykłym WODzie pojawiły się TGU, byłem jednym z lepiej wykonujących to ćwiczenie (i oczywiście RX!).

 

Pomieścić się w M2

Wyżej wymienione akcesoria nie zajmują wiele miejsca. Spokojnie można się z nimi zmieścić w jednym pokoju. Natomiast gdybym miał więcej przestrzeni, kupiłbym ergometr. Wioślarz to jedno z ćwiczeń, w których jestem dobry. Choć filozofia CF mówi o tym, aby pracować głównie nad swoimi słabościami, to jednak uwielbiam, gdy na tablicy pojawia się: ERGO ROW. Cena wioślarzy, które można spotkać w boxach przyprawia o szybsze bicie serca - ponad 4000 zł. Na szczęście można kupić tańsze ergometry. Pewnie nie tak rozbudowane jak te z logo Concept, ale wystarczające, aby “powiosłować” sobie w domu.

 

Podobnie sprawa ma się z wallballami. Rzadko kto ma sufit na wysokości 3 metrów. Choć zawsze można zabrać piłkę i pójść do lasu czy przed jakiś wysoki budynek.

 

Zawszę do przodu!

Domowy box nie jest wielkim wydatkiem. Nie zastąpi on nam w pełni sesji treningowych z trenerem (przynajmniej mi), ale jest świetnym uzupełnieniem. Zła pogoda, mało czasu czy też zamknięty box nie powinny hamować naszego progresu!

 

BlackArrow




Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Click Shop | Hosting home.pl